• Strona główna
  • Aussie Slang
  • Australia & Sydney
  • O Nas

Aussie Dream

Słońce, kangury, przygoda…

Kanały:
Wpisy
Komentarze
« 1000 km australijskich autostrad
Na krańcu świata »

Bula!

26/11/2010 Autor: pawkus

Bula! Bula?Bula. Nie wypada zacząć tego wpisu inaczej niż właśnie od słowa “bula”. Dlaczego? Właśnie wróciliśmy z 5-dniowego pobytu na Fiji. A gdzie jest Fiji? Każdy słyszał, niewielu wie. Otóż jest to mały kraj na absolutnie drugim końcu świata, 12 h różnicy między Polską a Fiji; co więcej kraj leży na lini zmiany daty, która specjalnie została kopnięta tak, żeby kraj ten przynależał czasowo do Oceanii i Australii, a nie miał 24h w plecy w stosunku do nich. Jak ktoś nadal nie wie gdzie leży Fiji, odsyłam do globusa! Warto również wspomnieć, że Fiji było jedną z ostatnich wysp na którą dotarła “cywilizacji” i jeszcze w okolicach II wojny światowej lubili zjeść sobie człowieka na luch. Kanibalizm nie był im obcy i nadal z checia pokazuje narzedzia do rozbijania mózgu tak, aby można go było wyjeść :)

Nasz wyjazd na Fiji nie zaczął się zbyt dobrze. Zwarci i gotowi wstaliśmy bladym świtem i czekaliśmy na zamówioną dzień wcześniej taxówkę, miała być 5.40, a tu nic. Na call-center tylko muzyczka gra, a w Sydney jest tak, że niby są jakieś różne firmy, ale mają wspólne call center, taka duża korporacja. Nie mając więc wyboru obudziliśmy Tomka, żeby nas zawiózł na lotnisko… z pewnością nie był przeszczęśliwy, ale oczywiśćie poratował nas (Dzię-Ku-Je-My) i w sumie bez problemu dotarliśmy na lotnisko. Odprawiliśmy sie bez problemów i tak oto jesteśmy w samolocie do Nadi, stolicy Fiji. (Tutaj ciekawostka – mimo bardzo szczegółowych kontroli niechcący wniosłem na pokład wielki metalowy widelec:P).
Lot odbył się bez większych problemów, mimo, że kilkanaście minut całkiem nami trzęsło, aż nas obudziły te wibracje. Ale w sumie po 4h gładko lądujemy w Nadi. Widok na Fiji z lotu ptaka jest wspaniały, bo widać tysiące wysp, wiele kolorów morza oraz laguny. Sama wyspa jest kosmicznie zielona, istna dżungla… no i rzecz jasna, wieżowców to tam nie ma :)
Na tym etapie byliśmy w lekkim stresie, gdyż wylądowaliśmy o 14.30 a o 15.15 odpływał nasz prom na wyspę. Ale zachowaliśmy spokój i jak z procy wyskoczyliśmy z samolotu. Co usłyszelśmy na ziemi fidżijskiej? Bula! Po fidżiańsku znaczy to po prostu hej/cześć i jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Jak autochton widzi turystę, to krzyczy Bula! Na wejściu powitała nas również orkiestra rozśpiewanych, przybranych w kwiaty miejscowych z niewyobrażalnie rozstrojonymi gitarami, jak się okazało później, nie ostatni raz. Zaskakująco szybko przechodzimy wszystkie kontrole i niemożliwe staje się możliwe, nasz bagaż wylatuje jako pierwszy na karuzelę i oto jakieś 15 min po lądowaniu jesteśmy już gotowi do drogi. Wsiadamy do pierwszej taxówki, która bez najmniejszych wątpliwości była najbardziej rozklekotanym samochodem jakim jechałem, w połowie dachu uginała się jak przegubowy Ikarus. Kierowca pokazał jednak duszę rajdowca i dowiózł nasz na czasu do Denerau Marina, szybki check-in i jesteśmy na pokładzie South Sea Cruises, kierunek Bounty Island.
Nasza wyspa jest ostatnią na kursie statku, więc opływamy dużą część archipelagu Manuca Islands wysadzając po kolei wczasowiczów. Wieje niemiłosiernie i jest tak duszno, że człowiek poci się na samą myśl o oddychaniu. My jednak jak dzieci w sklepie z czekoladkami podziwiami każdą z wysp – to mała, to duża, to z górą, to z palmami. Jest pięknie. Przepływamy też na wyspę Cast Away (Poza światem), coś się kojarzy? Tak, to ta gdzie kręcili Cast Away z Tomem Hanksem. Po około 2h takiego zwiedzania dopływamy na Bounty Island. Oj mordki się nam cieszą, wygląda pięknie! Z promu odbiera nas łódka motorowa i tak oto lądujemy na wyspie gdzie wita nas rozśpiewana grupa Fidżijczyków. Bula!
Wszystko jest piękne i nowe. Do około latają kolibry, szybkie jak pociski, tak szybkie, że nie udało się zrobić zdjęcia… Liście lekko szumią, piękne, wielkie kwiaty na drzewach, które lokalni obowiązkowo mają za uchem. Nasz domek, Bure 21, jest na samym końcu plaży. Ma wszystko, łóżko z baldachimem, łazinkę, lodówkę (jesteśmy durni, odkryliśmy ją po 2 dniach, była schowana w szafie), klimatyzację. Co najważniejsze, do morza 10 m, do rafy 15m… Jest cudowanie.
Jak można sobie wyobrazić, kleimy się po podróży jak dwa cukierki wystawione na słońce. Decyzja jest oczywista, kąpiel. Gdy wchodzimy do wody zachowujemy się jak nienormalni… to ze szczęścia. Na dworze z 30C, a nie czuć prawie różnicy. Woda jest idealna pod każdym względem. Ciepła, krystalicznie czysta, spokojna. Tylko leżeć i relaksować się.
Na wyspie spędziliśmy w sumie 5 dni, nie będe opisywał każdego z nich. Skupię się na kilku rzeczach. Schemat wyglądał tak samo, budzimy się około 7 rano, kąpiel w morzu, śniadanie o 8 rano potem idziemy na snorkeling, opalamy się, lunch około 12.30, kolejny snorkeling, spacery, obiad o 19, wizyta w barze, a potem leżenie na leżakach, oglądanie księżyca i sączenie bacardi z colą oraz baileysa z duty free :)
Zacznijmy więc od począku. Największą atrakcją było zdecydowanie nurkowanie (z rurką) na rafie. Rafa była na wyciągnięcie ręki, wystarczyło wypożyczyć maskę i płetwy i wejść kilka metrów do wody. Tam zaczynał się inny świat. Byliśmy tak zszokowani jak bardzo był on inny, że sam w sumie nie wiem, jak to opisać. Zaczynając od rybek. Były ich setki tysięcy, duże i małe, wszystkie kolory świata, kształty, połączenia barw. NIESAMOWITE. Byliśmy zakochani od pierwszego wejrzenia. Godzina w wodzie mijała szybka, a poznawało się ją po tym, że nawet w wodzie 28C robi się w końcu zimno:)
Przed wylotem kupiliśmy wodoodporny pokrowiec na aparat, więc robiliśmy dużo zdjęć. W sumie kilka wyszło bardzo dobrych, więc pokażemy Wam część tego, co widzieliśmy, ale oglądanie zdjęć i filmów tego nie oddaje. Pod wodą jest głucha cisza, wszystko faluje, rybki pływają. Jedne wypływają i są ciekawskie, jak znane i lubiane nemo. Inne uciekają szybko jak np. płaszczki. Korale falują, widać coś na kształ kuli, tam mózg, gdzie indziej łąka, rogi jak u jelenia. Można by tak pisać i pisać. Ale to trzeba zobaczyć, jak to wszystko żyje. Teraz rozumiem ludzi, którzy mówią, że to najwspanialszy ekosystem na świecie. My byliśmy zauroczeni. Każdego dnia bez wytchnienia nurkowaliśmy. Oczywiście z czasem szło nam lepiej i schodzilismy coraz niżej. Na pewno nie był to scuba diving, ale mimo wszystko wrażenia są fantastyczne!
Atmosfera na wyspie była bardzo fajna. Wszyscy się do siebie uśmiechali, a miejscowi byli bardzo sympatyczni. Fajnie zobaczyć, jak inne podejście do życia mają tutaj ludzie. My czekamy na obiad, a kucharz tańczy gdzieś z kolegami albo gra na gitarze, nikt się nie spieszy. Wszystko da się załatwić. Sama obsługa jest rozśpiewana i co wieczór organizuje krótkie występy, podczas których śpiewa jakieś miejscowe piosenki. Nieco fałszując, ale z jajem! :)
Nie możemy też narzekać na jedzenie, którego jest dużo i jest generalnie bardzo dobre. Ci, którzy oczekiwali homara albo ostryg, mogli czuć się rozczarowani. Ale każdy normalny człowiek znalazł coś dla siebie do zjedzenia. Podsumuje to tak, że my głodu nie poczuliśmy ani przez chwilę!
Fiji to tropiki, a tropiki to nie tylko gorąc i słońce, to też deszcz i burze. Jak ktoś uważał na lekcjach geografii to wie, że jak jest dużo oceanu, gorąco i kawałek lądu to robią się chmury. Tak właśnie jest na Fiji. Nad główną wyspą codziennie od rana kłębiły się chmury. Od małych cumulonimbusów do burzy około 15. Każdego dnia nad główną wyspą padało. Jaka z tego lekcja? Jak jedziecie do tropików to nie kupujcie wczasów na głównej wyspie, tylko na mniejszych, oddalonych nawet 20km od lądu bo chmury nie przemieszczają się znad dużej wyspy prawie wcale. Na naszej Bounty Island padało kilka razy, ale nic poważnego. Wcale deszcz nie przeszkadzał ponieważ temperatura nie spadała raczej poniżej 30C, a jak się siedzi w wodzie, to i tak człowiek mokry!
Tak oto mijał nam błogo czas na Fiji. Było tak, jak sobie wymarzyliśmy. Chcieliśmy siedzieć w miejscu, nic nie robić, opalać się i grzać tyłki. Dlatego też kupiliśmy takie wczasy niby all-inclusive. Oczywiście nie zwiedziliśmy za dużo na Fiji i lokalnych wyspach, a z pewnością jest to fascynująca podróż zarówno kulturowo, jak i przyrodniczo. Nie mogę jednak narzekać na to, że mieliśmy czas, żeby w środku dnia, gdy nie ma czym oddychać a powietrze stoi w miejscu, leniwie pobujać się na hamaku. Że moglismy sobie chodzić na spacery dookoła wyspy (25 min), zbierać muszelki, oglądać różne wielkie żuki, jaszczurki i inne stworzenia. Że mogliśmy podczas obiadu oglądać jak zmienia się niebo podczas zachodu. To wszystko było dla nas nieco magiczne. W sumie lubimy siedzieć w głuszy z konserwą i nie mieć żadnych wygód. Ale taki pobyt był nam potrzebny. Chcieliśmy doświadczyć wyspy tropikalnej z prawdziwego zdarzenia. Jeżeli ktoś z Was będzie miał okazję na takiej wyspie wylądować, to mówimy naprawdę WARTO! Warto poczuć ten klimat, zabawa, odpoczynek, piękno rafy, skóra mokra od wilgoci, która przekracza chyba 100%. Możemy powiedzieć, że kolejne marzenie z naszej listy zostało odhaczone.
Co dalej? Teraz jesteśmy tydzień w Sydney, aby trochę się ogarnąć i pozałatwiać kilka spraw. We wtorek lecimy na Nową Zelandię. Ten kraj ekscytuje mnie od samego początku. Pamiętam jak oglądałem kiedyś dokument o NZ i powiedziałem wtedy, mógłbym tam pojechać na wakacje! I właśnie tam jedziemy. Lądujemy w Christchurch, najpierw wyspa południowa samochodem, potem wyspa północna, już z rodzicami i siostrą Kaliny wielkim camperem. Na razie prognoza pogody jest dobra, a to ważne w tym bardzo deszczowym kraju. Tak oto z Fiji, przemieścimy się na Nową Zelandię, z której już całkiem blisko do Antarktydy i można zobaczyć górę lodową!
A więc mówię Wam Vinaka (dziękuję po fidżijsku)!
Pozdrawiamy!

Zdjęcia z wyspy
http://picasaweb.google.com/112869112662431971731/Bula02?authkey=Gv1sRgCLufzeeIgYThtAE#

Zdjęcia z Rafy
http://picasaweb.google.com/112869112662431971731/RafaFiji?authkey=Gv1sRgCOnG-4rMyLuUzwE#

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych.

Napisane w sydney | Dodaj komentarz

  • Archiwa

  • Linkowisko

    • Australia Online
    • Czas w Sydney
    • Podróż Freda
    • Pogoda w Sydney
    • Sydney News
  • Najnowsze wpisy

    • Podróż do przeszłości
    • Highway to HELL!
    • Czasem słońce, czasem deszcz!
    • Tańczący z Wombatami
    • Lepka kraina

Blog na WordPress.com.

Theme: MistyLook by Sadish.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Silnik: WordPress.com